Zapomniana tradycja – zimowe łowy

Polowania to tradycyjny element składający się na obraz każdego ziemiańskiego dworu z przełomu wieków. Sezon łowny zaczynał się wczesną jesienią i trwał całą zimę, gdy zwierzyny było najwięcej. Jedyny problem, jaki polowanie niosło ze sobą, była przesadna zapalczywość, która mogła w pewnym stopniu przyczynić się do upadku ziemiańskich gospodarstw. Dzisiaj chciałam przybliżyć przebieg polowań, które urządzano przeddzień wigilii Bożego Narodzenia.

 

JAK WYGLĄDAŁO POLOWANIE?

Nieodłączną tradycją każdego wigilijnego poranka była wyprawa na polowanie. Według przesądów miało to zapewnić gospodarzowi dobrobyt w nadchodzącym roku. Najczęstszym łupem myśliwych  były zające, ale również lisy, bażanty, kuropatwy, dziki oraz bażanty.  Polowano wspólnie z sąsiadami i gośćmi z odległych stron, którzy po polowaniu zwykle zostali w gościnę na wigilii.

Zimą do polowań używano sań, które w odróżnieniu od zwykłych miały siedzenia po bokach. Sanie do łowów były używane trochę inaczej niż myśliwskie linijki, ponieważ stopniowo zacieśniano koło wokół upatrzonej zwierzyny. Gdy zwierze oszołomione widokiem sań stało nieruchome, wtedy jeden z myśliwych zaskakiwał z pojazdu i strzelał do zwierzęcia, które ni miało szans na ucieczkę i zwykle padało martwe.   Uważnie pilnowano też o odpięciu od końskiej uprzęży dzwonków, które mogły spłoszyć zwierzęta.

<<Zobacz też:   Wigilia na Kresach>>

Polowanie na niedźwiedzia Julian Fałat, 1888

Polowanie było pasją wielu właścicieli ziemskich, które równocześnie było wyznacznikiem statusu społecznego. Zimą niecierpliwie czekano aż spadnie pierwszy śnieg, by można było w końcu zacząć tropić zwierzynę. Podobnie jak we wcześniejszych wiekach szlachcic w XIX wieku  nie musiał prosić właściciela lasu czy pola o zgodę na polowanie na jego gruntach.

W łowach często uczestniczyli także młodzi chłopcy –  dzieci właścicieli ziemskich.  Gdy dorośli do wieku ok. 10-12 lat to pod choinkę otrzymywali swoją pierwszą upragnioną strzelbę, która była wtedy bardzo popularnym prezentem gwiazdkowym dla ziemskiego syna.

Nagonka otaczała ze wszystkich stron najbardziej strategiczne miejsca, w których mogła ukryć się zwierzyna i na znak leśniczego zaczynają stukać patykami w blaszane puszki lub klaskali w ręce, gdy brakowało puszek. Powoli posuwając się do przodu zaganiali przed sobą zwierzynę, prosto w ręce myśliwych. W nagonce przeważnie brali udział parobkowie z okolicznych wsi, którzy widzieli w tym okazję dodatkowego zarobku.
Po polowaniu nawet w Wigilię wszystkim należała się – koniecznie prosta, postna przekąska. Zwykle był to kawałek śledzia na razowym chlebie lub ziemniaki pieczone w ognisku. Nieodłącznie do tego podawano kieliszek wódki na rozgrzanie.

Wyjazd na polowanie Józef Chełmoński, 1882

 

Mówią, że dawniej był taki zwyczaj, że panna w takim razie koniecznie strzelcom nóżkę swoją pokazać musiała, ale ten zwyczaj nieskromny ustał, chwała Bogu. Basia spiekłaby się od wstydu; a ten Macieńko taki pocieszny, że koniecznie się tego domagał i mówił, iż skoro ta formalność nie dopełniona, polowanie się nie powiedzie, bo nie ma szczęścia. Nie zgadł jednak, tak było pomyślne, jak rzadko kiedy: zabito dzika, dwie sarny, jednego rogacza, zajęcy mnóstwo, sam pan starosta dzika zabił i tę zdobycz u nóg Basi złożył.

Klementyna z Tańskich Hoffmanowa, Dziennik Franciszki Krasińskiej

 

OGLĄDANIE ŁUPÓW

Obszar, na którym odbywało się polowanie zwykle był oddalony o kilkanaście kilometrów od domu, przez co łowy często trwały po kilka dni, przeradzając się w wielką towarzyską imprezę. I tak grupa osób wędrowała od wioski do wioski, nocowała w pobliskich karczmach lub dworkach, by z samego rana znów brać udział w polowaniu.
Wieczorem, gdy wszyscy uczestnicy polowania wracali do dworku, zaczynało się prezentowanie łupów. W fantazyjnych pozach układano rzędy ubitych ptaków, lisów czy też zajęcy. Przy blasku świec myśliwi oglądali swoje łupy, które z należnym honorem była “otrąbiona”. Pamiętano jednak o tym, by nie przestępować zwierzyny przed “otrąbieniem”, ponieważ powodowało to pecha i było poważnym wykroczeniem przeciw myśliwskim obyczajom.

Po polowaniu zimą Czesław Wasilewski, 1930

Łowiecki rytuał dobiegał końca. Wszyscy myśliwi ustawiali się w szeregu, a leśniczy odczytywał raport z minionych dni, w którym było uwzględnione ile zostało ustrzelonej zwierzyny z danego gatunku.

 

Jeleni, zajęcy, sarn nad zamiar i bardzo niepłoche, bo się go nie kożdemu godzi szczwać. Wilków też tam nie masz i dlatego zwierz niepłochy, da się zjechać i blisko do siebie strzelić; a osobliwie takeśmy ich łowili: upatrzywszy stado jeleni w polu — bo to i nad wieś przychodziło to licho jako bydło — to się ich objechało z tej strony od równego pola, a potem skoczywszy na koniach i okrzyk uczyniwszy, nagnało się ich na te doły, gdzie ziemię kopią do palenia — a są te doły bardzo głębokie i szerokie — to tego nawpadało w doły te: dopiero ich stamtąd trzeba było wywłóczyć a rżnąć.

Jan Chryzostom Pasek, Pamiętniki




Tak, wiem dawno mnie tu nie było ale swoje usprawiedliwienie pragnę zaznaczyć tym że styczeń i luty to czas dosyć wymagający na studiach. Nie przedłużając dłużej od opublikowania tego postu wszystkie kolejne wpisy będą pojawiać się w każdy piątek, jak założyłam w pierwotnym planie.

Zapraszam również do odwiedzenia fanpage’a na Facebooku, ponieważ można tam znaleźć jeszcze więcej ciekawostek dotyczących historii życia codziennego.

Pozdrawiam,