Jak to dawniej z Wielkanocą było…

Już Wielki Tydzień. Rzewniejsze brzmią pieśni,
Dłuższe modlitwy, posępniejsze lica;
Śmiech się nie ozwie, struna nie zadzwoni,
Zwierciadło nawet pod kirem się chroni;
W koło tak smutno, w koło tak boleśnie

Adam Pług, 1854

WIELKI POST

Jest to najważniejszy i najdłuższy post w tradycji chrześcijańskiej, trwający od Środy Popielcowej do Wielkanocy. Zazwyczaj w Polsce nie ograniczano ilości spożywanych pokarmów, a tylko mięso i masło zastępowano innymi produktami.

W wielu bogatszych domach specjalnie na tą okazję gromadzono zapasy ryb – śledzi, wędzonych sardynek oraz szprotów w oliwie. Dzięki temu post nie był zbyt uciążliwy i znośniej można było wyczekiwać Zmartwychwstania Pańskiego.

Pocztówka 1900 rok

Typowym posiłkiem wielkopiątkowym był żur z kartoflami oraz śledzie i pszenne placki. Prosty lud jednak, w przeciwieństwie do zamożnych pościł bardzo surowo. Często tak bezwzględne przestrzeganie postnych reguł było związane z niedostatkiem jedzenia na przednówku.

Czas Wielkiego Postu to również przygotowanie duchowe do świąt Wielkiejnocy. Zwykle w Wielkim Tygodniu poświęcano najwięcej uwagi praktykom religijnym. Wielki Czwartek rozpoczynał głęboką żałobę, milkły dzwony kościelne i zamiast tego używano drewnianych kołatek.

Chłopi wedle ludowej tradycji chodzili po domach przebrani za rzymskich żołnierzy, a na taczkach wieźli słomianą kukłę Judasza, którą okrutnie skatowaną drewnianymi pałaszami topiono w pobliskim stawie lub rzece.

Grób wielkanocny w Zawierciu ok 1930 rok

W Wielki Piątek wczesnym rankiem przystępowano do przystrajania Grobu Pańskiego, który najczęściej był umiejscowiony w bocznej nawie i miał kształt skalnej groty. Zwykle prace polowe kończyły się około godziny czternastej, by każdy zdążył do kościoła na godzinę piętnastą. Od tej chwili zaczynało się zwiedzanie odsłoniętych Grobów w świątyniach okolicznych wiosek i miast.

<<Zobacz też:   Wigilia na Kresach>>

KUCHENNE REWOLUCJE

Do przedświątecznych zadań każdej pani domu należało odpowiednio wcześnie zaplanowanie menu na nadchodzące święta – tu z pomocą zawsze przychodziły licznie wydawane podręczniki dla gospodyń. Według książki Upominek dla matek i gospodyń autorstwa Antoniny Smiškovej:

Przed Wielkanocą należy kupić dosyć wcześnie cielęcinę, póki tania, i zamarynować; przygotować, kto ma szynkę lub boczek i kiełbasę; zemleć wcześnie lub kupić mąkę na ciasto, żeby wyschła należycie; nie czekać też na ostatni tydzień z załatwieniem sprawunków świątecznych, bo przed samemi świętami wszystko drożeje.

Porządki gruntowne porobić w wielki poniedziałek. Ciasto i chleb we środę lub najpóźniej we czwartek, żeby można było pobiedz w Wielki Piątek do kościoła, a na Wielką Sobotę rano zostawić tylko gotowanie na święta i resztę sprzątania, żeby popołudnie znów było wolne do kościoła.

 

Oczywiście w bogatych domach gotowaniem zajmowali się profesjonaliści – kucharze lub kucharki. Często na ten czas zatrudniano po kilka osób, kiedy spodziewając się nawału gości trzeba było przygotować odpowiednie ilości jedzenia.

Wiosenne polowania zaopatrzały świąteczne stoły w dziczyznę, natomiast od okolicznych chłopów i rzeźników skupowano surowe szynki, które odpowiednio wcześniej marynowano i wędzono.

<<Zobacz też:   Zapomniana tradycja – zimowe łowy>>

Wielkanoc w Koźminku 1935 rok

W Wielkim Tygodniu również pełną parą ruszało pieczenie wielkanocnych ciast. W hierarchii najważniejszych świątecznych wypieków pierwsze miejsce zajmowały baby. Ciasto musiało być puszyste, lekkie oraz dobrze wyrośnięte – inaczej gospodyni była skazana na kulinarną kompromitację.

O wielkiej uwadze poświęcanej przygotowaniu wielkanocnych bab świadczą liczne przesądy:

  • po wlaniu ciasta do formy zamykano wszystkie drzwi i okna by baby się nie „przeziębiły” i opadły
  • rozmawiano tylko szeptem w obawie przed hałasem, który mógłby zaszkodzić delikatnemu ciastu
  • najważniejszą zasadą było pod żadnym pozorem niedopuszczanie mężczyzn do ciasta

Tradycyjne baby wielkanocne miały wysokość ok 30 – 35 cm, ale zdarzały się też półmetrowe rekordzistki. Natomiast wielkanocne mazurki nie były już tak wymagające. Zwykle przygotowywano kilka rodzajów: cygańskie, kajmakowe albo figowe. Spody wykonywano z kruchego ciasta lub cienkiego opłatka. Przynajmniej jeden miał też wykaligrafowane życzenia lukrową masą.

Świąteczne przygotowania były rajem dla każdego dziecka, które w tym czasie mogło bez konsekwencji skosztować wielu niedostępnych na co dzień słodkości.

 

WIELKA SOBOTA

We wsiach, gdzie kościół, był na miejscu święcenie pokarmów odbywało się przed południem. Udział w nim brały przeważnie dzieci lub rzadziej starsi niosąc w koszykach „święconkę”, która u chłopstwa była bardzo skromna: kiełbasa, bułka pszenna kilka jajek ocet oraz chrzan.

Natomiast we dworach odbywało się świecenie pańskiego stołu, na którym znajdowały się różne rarytasy począwszy, od wielkanocnych ciast i mięsiw kończąc na wielkich misach wypełnionych pisankami.

Nigdy nie zapominano o święconce dla sierot, starych służących, kalek i podróżnych. Każdy z nich dostawał osobny koszyczek ze święconym pokarmem.

Jak każda uroczystość, Wielka Sobota również miała swoje przesądy. Ten, kto pierwszy wróci ze święcenia, powinien obejść trzy razy całe gospodarstwo, by pozbyć się szkodników oraz zapewnić dobrobyt na resztę roku. Również woda święcona miała specjalną moc – gospodarz skrapiał nią domowników oraz całe obejście. Takiej wody nie wolno było wylać, należało ją przechowywać przez cały rok i używać tylko od nagłych wypadków np. choroby.

Dzieci z koszyczkami 1937 rok

WIELKANOC

Wedle tradycji podczas rezurekcji strzelano na wiwat Zmartwychwstałego Chrystusa. Wiejscy chłopcy wykorzystywali do tego specjalne mieszanki z siarki, węgla drzewnego i saletry nawozowej. W takim roztworze maczali szmatkę, którą ciasno zawiązaną kładziono na kamień, by mocno uderzyć w nią drugim. Efekt był piorunujący – potężny huk i chmura niebieskiego dymu o odurzającym zapachu.

Po rezurekcji na wielkanocnym śniadaniu w ziemiańskim dworze spotykała się cała rodzina. Składano sobie życzenia, wznoszono toasty oraz dzielono się jajkiem. Świąteczna biesiada zwykle miała formę przyjęcia koktajlowego, a jedzenie było serwowane jw formie samoobsługowego bufetu. Jedynie bulion podawano na gorąco w odświętnej porcelanie.

Po jedzeniu czas umilały zabawy. Jedną z popularniejszych była walatka – polegała na stuknięciu się jajkami, czyje pozostało całe, ten wygrywał. Na Pomorzu i w Wielkopolsce obdarowywano się drobnymi upominkami – niespodziankami. Najmłodsi wierzyli, że są to prezenty od wielkanocnego zajączka.

Kościelny zbierający datki po święceniu

Mimo wszystko najlepsza zabawa zaczynała się w Poniedziałek Wielkanocny. W ferworze szaleńczej zabawy nie zapominano o podstawowych zasadach – nie wypadało oblewać osób ze starszego pokolenia większą ilością wody niż tylko kilka kropel. Polewanie wodą zwykle kończyło się o określonej godzinie – przed południem.

Ostatni dzień świąt upływał na składaniu wizyt i przyjmowaniu gości, a pod koniec dnia życie wracało do normalności – tylko ogromne zapasy jedzenia przypominały jeszcze przez jakiś czas o niedawnym świętowaniu.




Zapraszam również do odwiedzenia fanpage’a na Facebooku, ponieważ można tam znaleźć jeszcze więcej ciekawostek dotyczących historii życia codziennego.

Pozdrawiam,

  • Pingback: Wigilia na Kresach – Historyczne Eskapady()

  • Moim zdaniem zwyczaje i święta wielkanocne są najbardziej urokliwymi wśród wszystkich świąt. Generalnie ja wolę je od tych bożonarodzeniowych 😉

  • czytam już po świętach ale z wielkim zainteresowaniem! Cieszę się, że tu trafiłam 🙂 jestem pod wrażeniem ilustracji – jak do nich docierasz?

    • Głównie korzystam ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego oraz Biblioteki Narodowej.

  • Ciekawe, ile z tych tradycji jest gdzieś kultywowanych do dzisiaj… bo o wielu z nich dowiedziałem się dopiero z tego tekstu 😉
    A zdjęcia – cudne.