Anna i król (1999)

W związku z coraz większym gronem czytelników postanowiłam poszerzyć działalność bloga o kolejną kategorię, a mianowicie postaram się recenzować filmy i seriale pod kątem zgodności historycznej z przedstawioną epoką. Jako pierwszy postanowiłam przedstawić film pt. Anna i Król w reżyserii Andy’iego Tennat’a. Jest to dosyć stary film, ale dopiero niedawno miałam okazję go obejrzeć i w związku z tym podzielę się moimi przemyśleniami.

Film opowiada o losach Anny Leonowens, która po śmierci męża, wraz z synem wyjeżdża do Singapuru, by zostać guwernantką licznych dzieci króla Mongkuta. Główną bohaterkę poznajemy w chwili przybycia statku do portu w Singapurze, kobieta jest wyraźne zagubiona i przytłoczona nowym otoczeniem, nie jest w stanie porozumieć się z miejscowymi.

źródło

Bariera językowa oraz ogromne różnice kulturowe sprawiają, że Anna nie jest w stanie dostosować się do zwyczajów panujących w Syjamie, co rodzi wiele nieporozumień i konfliktów pomiędzy nią a królem. Jednak po pewnym czasie gdy lepiej się poznają, zaczyna się rodzić między nimi uczucie…

Zasadniczą rzeczą, która rzuciła mi się w trakcie oglądania filmu, to ukryte lekceważenie i pobłażanie zwyczajom panującym w Syjamie przez Annę. Jednakże może to wynikać z pochodzenia Anny, ponieważ była Brytyjką, lecz mimo wszystko swoją zuchwałość tłumaczyła dobrocią oraz troską o innych.

źródło

Jedna z rzeczy, która moim zdaniem jest niezgodna z historią oraz obyczajnością wiktoriańskiej kultury, to to, że Anna wspominała, że jest wdową od trzech miesięcy, a mimo to nie nosiła po nim żałoby.

Główną zaletą tego filmu są przepiękne kadry, gdzie możemy podziwiać egzotyczne krajobrazy Syjamu oraz wnętrze i przepych królewskiego pałacu. Natomiast muzyka w tym zestawieniu pozostawia wiele do życzenia. Przez większość czasu jesteśmy raczeni typową ścieżką dźwiękową dla hollywoodzkiego romansidła, brakuje w niej orientalnej melodii, przez co muzyka w porównaniu do zdjęć wypada blado i mdło.

 
źródło

Aktorzy również nie wspięli się na wyżyny swojego kunsztu. Mimo jak najlepszych intencji ukazania tragedii, jaka spotkała Annę, jest płytka oraz doszczętnie obrana z emocji. Niestety z przykrością muszę stwierdzić, że nie jest to najlepsza rola Jodie Foster o wiele lepiej wypada w thillerach i tego powinna się trzymać. Również Yun-Fat Chow grający króla Mongkuta nie wykazał się niczym szczególnym. Jedynie Tom Felton wcielając się w postać syna Anny, sprawiał wrażenie bardzo sympatycznego i ciekawego świata dziecka.

źródło

Podsumowując, film mimo wszystkich niedociągnięć oglądało się bardzo przyjemnie. Akcja rozwijała się płynnie oraz ze zręcznością przechodziła na kolejne etapy, harmonijnie ukazując nam całą historię. Niemniej jednak film pozostawia pewien niedosyt, który może ukoić jedynie przeczytanie biografii Anny Leonowens.




Zapraszam również do odwiedzenia fanpage’a na Facebooku, ponieważ można tam znaleźć jeszcze więcej ciekawostek dotyczących historii życia codziennego.

Pozdrawiam,